Eksponat stycznia 2021


Samolot szkolno-treningowy TS-8 B.II „Bies”

LMW-KI-54

Historia TS-8 „Bies” jest bardzo ciekawa, wszak był to pierwszy polski samolot szkolno-treningowy o konstrukcji całkowicie metalowej, skonstruowany po II wojnie światowej, u którego podstaw stała rodzima myśl techniczna, sięgajaca doświadczeniem lat przedwojennych. Od początku lat 50-tych dojrzewała koncepcja lotniczego szkolenia jednostopniowego, które miało ograniczyć liczbę pośrednich etapów doskonalenia lotniczej profesji i typów używanych maszyn, do jednego uniwersalnego samolotu. W 1953 roku zgodnie z przyjętymi wcześniej założeniami, w biurze konstrukcyjnym Instytutu Lotnictwa, przystąpiono do opracowywania projektu całkowicie metalowego samolotu o konstrukcji półskorupowej i chowanym podwoziem trójpodporowym z golenią przednią. Do jego napędu przewidziano silnik inż. Witolda Narkiewicza, oznaczony WN-3. W dniu 23 lipca 1955 roku na „Okęciu” nastąpił pierwszy lot prototypu P-1 samolotu oznaczonego od inicjałów głównego konstruktora, inż. Tadeusza Sołtyka, TS-8 „Bies”.

  

Maszyna wykazała bardzo dobre własności lotne, szczególnie ważne właśnie w procesie szkolenia młodych pilotów. W 1957 r. uruchomiono produkcję, początkowo serii informacyjnej TS-8 B.I (w ilości 10 szt.) - z zamontowanymi zaczepami dla bomb 50 kg i karabinem maszynowym UBK kal. 12,7 mm. W kabinie zamontowano celownik żyroskopowy natomiast w krawędzi natarcia skrzydła, zamiast reflektora, fotokarabin. Serię informacyjną zbudowano w WSK-Okęcie zaś produkcję na dużą skalę uruchomiono w 1958 roku w WSK-Mielec. W samolotach seryjnych zmieniono kilka elementów, m.in. wprowadzając w miejsce dotychczas używanego drewnianego stałego, śmigło o zmiennym skoku WR-1 konstrukcji Wiktora Rotha. Zdemontowano także uzbrojenie, pozostawiając jednak celownik i fotokarabin. Tak wyposażone samoloty oznaczono TS-8 B.II zaś ostatnie serie, ze  zmodyfikowanym wyposażeniem TS-8 B.III. W sumie wyprodukowano 250 sztuk „Biesów” w 10-ciu seriach. Do procesu szkolenia w OSL-Dęblin wprowadzono je w odmianie TS-8 B.II w 1958 roku.

 

Drzonowski egzemplarz wyprodukowany został 8 kwietnia 1959 roku w WSK-Mielec. Numer fabryczny 1E-03-10 świadczy o tym, iż jest to dziesiąty samolot trzeciej serii produkcyjnej. W oznaczeniu fabrycznym „1E” oznacza: 1 – kod wytwórni danego egzemplarza zaś E - typ samolotu. Kolejna liczba to numer serii produkcyjnej a ostatnia oznacza kolejny samolot w danej serii. Według powyższej zasady oznaczane były samoloty wojskowe produkowane w Polsce, a wśród nich także i drzonowski TS-8 „Bies” B.II, będący typową wersją seryjną, nieco różniącą się od prototypów (P-1, P-2, P-3) i serii próbnej (B.I).

Samolot o numerze burtowym 0310 rozpoczął służbę w drugiej połowie kwietnia 1959 roku  w dęblińskiej „Szkole Orląt”. Wycofany ze służby w maju 1977 roku, do czasu przejęcia przez Muzeum stał na lotnisku w Bydgoszczy, skąd został ostatecznie przebazowany do muzeum. Prace montażowe i ustawianie samolotu na miejscu ekspozycji zrealizowali żołnierze z jednostki JW5037 w Babimoście, co potwierdza pismo z dn. 10 maja 1979 roku. TS-8 „Bies” jest samolotem szkolno - treningowym z możliwością zastosowania elementów szkolenia bojowego, konstrukcji całkowicie metalowej, napędzany silnikiem WN-3 o mocy max. 315 KM (232kW).

 

Dokumenty dotyczące pozyskania tego eksponatu wskazują, iż przekazany został w dniu 28 marca 1979 roku, nie dowodzą jednak, iż tego dnia trafił on także na teren muzeum. Do Księgi Inwentarzowej wpisany został z datą  4 maja 1979 roku. Pozostałe skromnej ilości pisma dotyczące samolotu TS-8 „Bies” nr seryjny 1E-03-10 są typu intencyjnego i wskazują na chęć doposażenia samolotu.

TS-8 „Bies” pozyskany w 1979 roku, będący w swoim czasie wyznacznikiem nowoczesności polskich konstrukcji, jako pierwszy samolot w kolekcji Lubuskiego Muzeum Wojskowego (drugi plenerowy eksponat lotniczy, po śmigłowcu SM-2), stał się zaczątkiem bogatych zbiorów lotniczych, z których placówka była znana w Polsce dzięki dynamicznemu rozwojowi, przez wiele następnych lat.


Samolot TS-8 „Bies” na terenie muzeum, pierwsza połowa lat 80-tych.
Widać upływ czasu na samolocie między wykonaniem pierwszej i drugiej fotografii.
Na pierwszej numery taktyczne i szachownica widoczna na kadłubie, są jeszcze w dobrym stanie. Foto: Marian Krzyżan

Dane taktyczno-techniczne:

- rozpiętość – 10,50 m
- długość – 8,55 m
- wysokość – 3,00 m
- powierzchnia nośna – 19,1 m.kw.
- prędkość maksymalna – 315 km/h
- pułap – 5900 m
- zasięg – 620 km
- masa własna – 1292 kg

 

Tekst: Jarosław Sobociński
Foto: Jarosław Sobociński, foto archiwalne: Marian Krzyżan

 

Eksponat grudnia 2020

 

Pistolet maszynowy PPSz wz. 1941

(Zakład im. Stalina w Moskwie ?, 1944 r.)
numer inwentarzowy LMW-KI-1788


W II poł. l. 30. XX w. w ZSRR przyjęto do uzbrojenia pistolet maszynowy PPD konstrukcji Wasilija A. Diegtiariowa strzelający nabojem kal. 7,62 mm x 25. Produkcję jednak wstrzymano, gdyż armię planowano przezbroić w broń samopowtarzalną i automatyczną na standardowy nabój karabinowy. Konsekwencje tej błędnej decyzji uwidoczniły się w wojnie zimowej 1939-1940, kiedy czerwonoarmiści boleśnie przekonali się o skuteczności fińskich pistoletów maszynowych Suomi. Gremia decyzyjne ZSRR ogłosiły więc konkurs na nowy pistolet maszynowy, do którego stanęło kilku konstruktorów – w tym Gieorgij S. Szpagin. To jego broń najlepiej przeszła próby niezawodności i w grudniu 1940 r. przyjęta została oficjalnie na uzbrojenie Armii Czerwonej jako PPSz wz. 1941. Broń była tania w produkcji, a wytwarzano ją metodą tłoczenia i punktowego zgrzewania. Prosta budowa i niewielka ilość części pozwoliły na szeroką produkcję w rozproszonych po całym ZSRR kilkunastu zakładach – największe w Moskwie i Wiatskich Poljanach. Efekt – imponująca liczba 6 mln pepesz wyprodukowanych do końca Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.


Pistolet maszynowy Gieorgija S. Szpagina to broń samoczynna przystosowana do strzelania ogniem ciągłym i pojedynczym. Działa na zasadzie wykorzystania energii odrzutu zamka swobodnego i strzela z zamka otwartego. Zasilanie z magazynka bębnowego na 71 nabojów lub łukowego na 35 nabojów. Osadzona na stałe lufa o chromowanym przewodzie posiada cztery bruzdy prawoskrętne i chroniona jest ażurową osłoną. Osłona – ścięta pod kątem – tworzy urządzenie wylotowe będące kompensatorem podrzutu i hamulcem wylotowym. W przedniej części komory zamkowej okno wyrzutowe łusek, a w tylnej celownik przerzutowy z nastawą na 100 m i 200 m. Trzon zamkowy współdziała ze sprężyną powrotną i posiada rączkę z przesuwną blokadą zabezpieczającą broń zarówno przy otwartym jak i przy zamkniętym zamku. Solidne łoże z chwytem pistoletowym i kolbą wykonane z drewna brzozowego. U dołu łoża język spustowy, a przed nim przełącznik rodzaju ognia chronione profilowanym kabłąkiem.


Latem 1943 r. pepesze trafiły do rąk formowanej w ZSRR w Sielcach nad Oką 1. Dywizji Piechoty im. T. Kościuszki. W czasie bitwy pod Lenino „kościuszkowcy” mieli ich nieco ponad 1700 sztuk, natomiast już po zakończeniu działań wojennych w maju 1945 r. na stanie ludowego Wojska Polskiego było ponad 61 tys. pistoletów maszynowych (pepesz i mniej licznych pepeesów). Po wojnie w Zakładach Metalowych „Łucznik” w Radomiu podjęto produkcję seryjną broni. Szacuje się, że w latach 1952-1955 wyprodukowano 111 tys. egzemplarzy PPSz wz. 1941 bardzo dobrej jakości. Znaczną ich część wyeksportowano do krajów Trzeciego Świata – resztę przejęło wojsko i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych . Na początku l. 80. XX w. archaiczne pepesze widywane były jeszcze sporadycznie jako wyposażenie funkcjonariuszy Zmotoryzowanych Odwodów Milicji Obywatelskiej.

PPSz wz. 1941 to broń solidnej, prostej budowy z niewielką ilością części składowych. Pepesza doskonale znosiła brak czyszczenia, piasek, błoto, wilgoć i mróz. Nie służyła ona precyzyjnemu strzelaniu i nie była produkowana w warunkach laboratoryjnych. Była „dziełem” czasu wojny wykonującym swoje zadania jak najlepiej w jak najgorszych warunkach. Urosła do rangi symbolu swoich czasów. Docenili ją czerwonoarmiści, docenili i Niemcy zastępując w wielu przypadkach pepeszą swoje „dopieszczone” MP-40.

Pistolet maszynowy PPSz o numerze broni KE 9689 trafił do zbiorów muzeum w Drzonowie wiosną 1990 r. jako przekaz Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Zielonej Górze po likwidacji tamtejszej sali tradycji. Jest on jednym z dwunastu pistoletów maszynowych tego wzoru (wliczając w to również przekroje szkoleniowe broni), które znajdują się w drzonowskiej kolekcji broni palnej.


Kapitan i szeregowa Armii Czerwonej z pepeszami na pozowanym zdjęciu

już po zakończeniu działań wojennych (www.worldwarphotos.info)

Dane techniczne:

Kaliber 7,62 mm
Nabój 7,62 mm x 25 Tokariew
Długość broni 842 mm
Długość lufy 270 mm
Szybkostrzelność teoretyczna do 1000 strz./min
Zasięg skuteczny ognia  150 - 200 m
Masa broni z amunicją 5,4 kg
Magazynek bębnowy na 71 naboi


Tekst i zdjęcia: Tadeusz Blachura

 

Eksponat października 2020

 

Lekki samolot wielozadaniowy

Jak-12A

Numer inwentarzowy LMW-KI-120

W całym typoszeregu rodziny lekkich samolotów eksploatowanych w Polsce, od Jak-12 poprzez Jak-12M, na Jak-12A kończąc, ten ostatni był konstrukcją najdłużej używaną. Samoloty pierwszej odmiany pojawiły się w naszym kraju na przełomie 1951 i 1952 roku, początkowo w postaci dwóch egzemplarzy produkcji radzieckiej. Oba przyjęto na stan 36 Specjalnego Pułku Lotniczego na Okęciu, lecz już pod koniec stycznia 1952 roku, jeden z nich przekazano do Aeroklubu Ligi Lotniczej (okręg stołeczny) i nadano znaki cywile SP-ASZ. Produkcję seryjną kolejnej odmiany, czyli Jak-12M podjęto na prawach licencji w 1955 roku, zaś rok później w WSK-Kalisz uruchomiono wielkoseryjną produkcję silników AI-14R przeznaczonych do tego samolotu. Pierwszy całkowicie polski egzemplarz ukończono 28 grudnia 1956 roku i przekazując do lotnictwa sanitarnego nadano mu oznaczenie SP-CXA.

Dwa lata później, pod koniec 1958 roku, WSK-Okęcie otrzymało licencję na produkcję finalnej odmiany, czyli Jak-12A, którą kontynuowano w latach 1959-1960. Jak-12A pozostawał przez wiele lat podstawowym samolotem pełniącym bardzo odpowiedzialne i trudne zadania sanitarne. W latach, od roku 1959, czyli od podjęcia produkcji aż do 1983 r., Wojska Lotnicze wykorzystywały 32 samoloty Jak-12A, stąd wniosek, iż gdy egzemplarz SP-CXH był już eksponatem drzonowskiej placówki, samoloty te nadal czynnie pełniły swoją służbę. Z biegiem lat, większość samolotów tej rodziny od wojska przejęły aerokluby i lotnictwo sanitarne, w 1983 roku bowiem w rejestrze cywilnych statków powietrznych zarejestrowanych było jeszcze 56 Jak-12M/A. Samoloty tego typu wykazały się niesłychaną wręcz żywotnością, wszak w styczniu 2007 roku zarejestrowanych było nadal 47 samolotów tego typu, z tego 36 w aeroklubach zaś 6 sztuk znajdowało w rękach prywatnych właścicieli. Wszystkich odmian łącznie, we wszystkich krajach, wyprodukowano dokładnie 3801 sztuk.

Jak-12A ze zbiorów LMW jest dziś unikatem. Jego historia wywodzi się jeszcze z przedwojennych konstrukcji Jakowlewa oznaczonych AIR-5 i AIR-6 a opracowanych w latach 30. XX wieku. W wyniku długiej linii kolejnych przeróbek i udoskonaleń w latach 40. powstały Jak-10 i Jak-13 będące dość odmiennymi konstrukcjami (górnopłat o krótkim starcie i szybszy dolnopłat z chowanym podwoziem). Do produkcji skierowano Jak-10 z silnikiem M-11M o mocy 106 kW, z którym jego walory lotne były słabe. Kompromisem właściwości i zalet obu tych samolotów został Jak-12, z mocniejszym silnikiem – początkowo M-11FR (117 kW) a następnie AI-14R (191 kW) – co umożliwiło dalszy rozwój – aż do finalnej postaci Jak-12A. Wśród niewielu zachowanych oryginalnych tego typu samolotów, drzonowski egzemplarz jest tym, który posłużył jako wzór produkcji licencyjnej (sprowadzony w 1959 roku). Wcześniejsze odmiany tego samolotu (Jak-12, Jak-12R, Jak-12M) były konstrukcjami dojrzewającymi, wyposażanymi w coraz doskonalsze silniki, kolejno ulepszane i przekonstruowywane skrzydło a także coraz nowsze oprzyrządowanie. Dopiero Jak-12A, w pełni dopracowany stał się doskonałym samolotem w swojej klasie a dzięki swoim zaletom wiele lat służył w aeroklubach oraz lotnictwie sanitarnym.


Pomimo zewnętrznego podobieństwa do wersji wcześniejszych, Jak-12A posiada zmienione konstrukcyjnie skrzydło i wzmocniony kadłub. Zwiększony (do 220 dm³) zapas paliwa pozwalał na znaczne wydłużenie zasięgu (w porównaniu z pierwszą odmianą ponad dwukrotnie). Silnik  AI-14R o mocy 260 KM pozwalał na osiąganie dobrych parametrów lotu. Egzemplarz ze zbiorów LMW nosi numer seryjny 12640. Oznaczenie cywilne SP-CXH, z którym przybył do muzeum, pochodziło z okresu, gdy był użytkowany w lotnictwie sanitarnym. W następnym czasie, w ramach prowadzonych renowacji został on pomalowany w barwy wojskowe i zaopatrzony w szachownice. Będąc w lotnictwie sanitarnym również nosił on oliwkowo-zielone malowanie na górnych powierzchniach i jasno-niebieskie od dołu. Zgodnie z zachowanymi dokumentami, formalnie przeznaczony na cele muzealne został już 20 grudnia 1980 roku. Wpisu do Księgi Inwentarzowej dokonano w dniu 10 lutego 1981 roku, opatrując eksponat numerem LMW-KI-120. Same procedury, przepływ pism oraz uzupełnienie niekompletnego eksponatu trwały jednak nieco dłużej.

  

Jak-12A w plenerze drzonowskiego muzeum, jeszcze w oznakowaniu Kolumny Transportu Sanitarnego,
stan zachowania 1983 lub 1984 rok. Foto: W. Hołyś

Starania muzeum o ten typ samolotu rozpoczęły się 4 lipca 1980 roku, pismem do dyrektora Kolumny Transportu Sanitarnego w Poznaniu, na podstawie informacji uzyskanej w zielonogórskim oddziale tej organizacji. Samolot ze składu poznańskiego miał być właśnie kasowany, nadarzyła się więc okazja do poszerzenia zbiorów muzealnych o kolejny eksponat lotniczy. Zgodnie z informacją zwrotną z Poznania, tamtejszy samolot był zdekompletowany, pozbawiony silnika i śmigła. Muzeum Ziemi Lubuskiej zwróciło się więc z prośbą do Zielonogórskiej Kolumny Transportu Sanitarnego pismem z dnia 3 września 1980 roku o pomoc, uzyskując zapewnienie przekazania brakujących elementów samolotu a nawet ich zamontowania we własnym zakresie na rzecz placówki muzealnej. Ta nieoceniona pomoc zdecydowanie przyspieszyła ukompletowanie eksponatu a przede wszystkim jego pozyskanie, które zalazło swój finał, potwierdzony protokołem zdawczo-odbiorczym z dnia 6 lutego 1981 roku, kiedy to oficjalnie przekazano samolot Jak-12A opatrzony rejestracją cywilną SP-CXH (zgodnie z pismem przewodnim ex. SP-BKK) do Drzonowa. Natomiast brakujący silnik AI-14R (6 serii produkcyjnej) wraz ze śmigłem został przejęty i potwierdzony protokołem zdawczo-odbiorczym w dniu 13 kwietnia 1981 r. z Wojewódzkiej Kolumny Transportu Sanitarnego w Słupsku, ponieważ tam znajdował się potrzebny egzemplarz napędu, który po wypracowaniu pełnych godzin eksploatacyjnych, mógł być przekazany na cele muzealne a wcześniej skasowany. Natomiast odgórne pozwolenie na przekazanie samolotu napłynęło z Wydziału Zdrowia i Opieki Społecznej w Poznaniu w dniu 23 stycznia 1981 roku, któremu podlegał poznański zespół lotnictwa sanitarnego.

 

Dane taktyczno-techniczne

Rozpiętość – 12,6 m
Długość – 9,0 m
Wysokość – 3,12 m
Powierzchnia nośna – 22,6 m.kw.
Prędkość – 215 km/h
Pułap – 4000 m
Zasięg – 1070 km
Masa własna – 1990 kg

Tekst i foto: Jarosław Sobociński, archiwalne : Wacław Hołyś

***

Eksponat listopada 2020

 

Szabla węgiersko-polska

LMW-KI-2819

Szabla węgiersko-polska to najstarszy typ szabli w Polsce, który wszedł do użycia w kraju za panowania króla Stefana Batorego i był powszechnie wykorzystywany zwłaszcza w drugiej połowie XVI i w XVII w. Szabla ta wykształciła się w Polsce bezpośrednio pod wpływem węgierskim, tam z kolei pod wpływem orientalnym – głównie tureckim i perskim. Szable tego typu produkowane były w Polsce, choć najczęściej wykonywano je ze sprowadzanych z zachodu gotowych głowni. Na przestrzeni lat jej produkcji wykształciło się w kraju kilka jej typów (dr Włodzimierz Kwaśniewicz wyróżnia jej cztery zasadnicze typy), mimo to wykazują one znaczną jednolitość technologiczno-funkcjonalną, co może wskazywać na to iż były wytwarzane seryjnie.

Miały one uniwersalne zastosowanie, analiza ikonograficzna pozwala stwierdzić, że wykorzystywane były zarówno przez piechotę jak i husarzy, pancernych czy jazdę lekką. Fakt ten oraz dość długi okres ich użycia pozwalają domniemywać, że musiały ich powstać znaczne ilości, idące w dziesiątki tysięcy sztuk. Mimo to, do dnia dzisiejszego zachowało się ich stosunkowo niewiele. W polskich zbiorach muzealnych jest ich kilkadziesiąt egzemplarzy, największy i najciekawszy zbiór tych szabel posiada Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.

Szabla polsko-węgierska podobnie jak jej odpowiedniki z Turcji i Węgier dobrze nadawała się do mocnego, przełamującego cięcia, gorzej sprawdzała się w fechtunku. Prócz bojowych – prostych pod względem konstrukcyjnym jak i zdobniczym form – powstawały także szable ozdobne, które z dumą nosiła przy pasie szlachta i magnateria.

Rękojeść tych szabel zwykle pozostawała otwarta, jednak w późniejszych jej egzemplarzach wprowadzono łańcuszek (widoczny na opisywanym tu egzemplarzu), który umożliwiał zawieszenie broni na przegubie i zwolnienie jej do szybkiego wykonania innej czynności w walce. Trzon rękojeści drzonowskiej szabli wykonany jest z drewna, nacięty w 22 poziome karby i obciągnięty ciemnobrązową skórą. Górna część chwytu odgięta jest na zewnątrz i wzmocniona nałożonym, metalowym kapturkiem z wycięciami. Jelec krzyżowy z rozszerzającymi się końcówkami z czterema długimi i wąskimi wąsami po obu stronach. Na jednym z wąsów znajduje się paluch (oczko na gruby palec), który to ułatwia posługiwanie się bronią.

Głownia stalowa z wydatną krzywizną i z jedną wąską strudziną przygrzbietową  i jedną szerszą zanikającą na wysokości pióra. Na głowni (tuż pod wąsem) z lewej strony wybita punca: w owalu biegnący pies? (wilk pasawski?), a nad nim słabo czytelne litery aN?. Szable polsko-węgierskie chowane były w szerokich pochwach, obciągniętych brązową lub czarną skórą z żelaznymi, ażurowymi okuciami.

 Dł. całkowita prezentowanej szabli:  935 mm, szer. głowni u nasady 35 mm, waga: 0,7 kg.

Porter Łukasza Opalińskiego (malarz nieznany, ok. 1640 r.) z szablą polsko-węgierską, zbiory Muzeum Narodowego w Krakowie, fot. https://zbiory.mnk.pl/pl/galerie-tematyczne/16/katalog/268513

Tekst: Błażej Mościpan

Zdjęcia: Marzena Radio

Bibliografia i źródła:

Karta inwentarzowa eksponatu LMW-KI-2819
Nadolski A., Polska broń. Broń biała, Wrocław 1974
Kwaśniewicz W., Leksykon broni białej i miotającej, Warszawa 2003
Kwaśniewicz W., Pięć wieków szabli polskiej, Warszawa 1993
Zabłocki W., Cięcia prawdziwą szablą, Warszawa 1989
Żygulski Z. jun., Broń w dawnej Polsce na tle uzbrojenia Europy i Bliskiego Wschodu, Warszawa 1982

***

Eksponat września 2020

 

Przeciwlotniczy karabin maszynowy PKMZ-2

(Zakłady Mechaniczne w Tarnowie, l. 60. XX w.)

numer inwentarzowy LMW-KI-930


Pod koniec II wojny światowej w ZSRR opracowano wielkokalibrowy karabin maszynowy KPW kal. 14,5 mm. Broń konstrukcji S. W. Władimirowa działała na zasadzie wykorzystania energii krótkiego odrzutu lufy z przyspieszaczem. Skutecznie łączyła ona w sobie  szybkostrzelność karabinu maszynowego  z dużą przebijalnością celów lekko opancerzonych dzięki wykorzystaniu całej gamy wyspecjalizowanych pocisków. KPW wszedł na uzbrojenie Armii Radzieckiej w 1949 r. początkowo tylko jako karabin maszynowy piechoty. Później został wykorzystany jako karabin przeciwlotniczy w zestawach podwójnie i poczwórnie sprzężonych oznaczanych ZPU-2 (w Wojsku Polskim jako PKM-2), ZU-2 (w Wojsku Polskim jako PKMZ-2) i ZPU-4.

PKMZ-2 składa się z następujących zespołów: dwóch wielkokalibrowych karabinów maszynowych kal. 14,5 mm, podstawy uniwersalnej oraz celownika przeciwlotniczego ZAPP-2. Karabiny o wadze ~ 50 kg każdy i z wymiennymi lufami zasilane są z taśm metalowych z zamkniętymi ogniwkami o pojemności 150 nabojów, za pomocą donośnika przesuwakowego. Mechanizm spustowy pozwala prowadzić wyłącznie ogień ciągły. W skład podstawy uniwersalnej wchodzi kołyska, łoże górne, łoże dolne, mechanizm podniesieniowy i kierunkowy, spust nożny i ręczny oraz dwa siedziska obsługi. Broń przeznaczona jest przede wszystkim do osłony pododdziałów przed środkami napadu powietrznego lecącymi z małą prędkością (do 167 m/s) na wysokości do 2000 m. Maksymalny kąt ostrzału w płaszczyźnie pionowej do + 90°, zaś obrót w obu kierunkach o 360°. Zestaw może być również użyty do niszczenia naziemnych celów lekko opancerzonych i środków ogniowych, a w skrajnych przypadkach do eliminowania siły żywej przeciwnika.

Do strzelania stosowano naboje wielkokalibrowe wprowadzone na uzbrojenie Armii Czerwonej na początku lat 40. XX w., a przeznaczone pierwotnie dla rusznic przeciwpancernych PTRS i PTRD. Były to - ważące 200 g - naboje z pociskami przeciwpancerno-zapalającymi B-32 i BS-41 o masie 64 g, które z odległości 800 m przebijały płyty pancerne o grubości odpowiednio 20 mm i 21,2 mm ustawione pod kątem prostym. Oprócz tego stosowano pociski przeciwpancerno-zapalająco-smugowe BZT (BST), zapalające PZ i burząco-zapalające MDZ.

 

Produkcja licencyjna zestawów PKMZ-2 rozpoczęła się w 1960 r. w Zakładach Mechanicznych w Tarnowie. Oparta ona była na międzynarodowej kooperacji. Karabiny maszynowe KPW produkowano w Rumunii, podwozia i celowniki wytwarzano w Rumunii i Polsce. Montaż końcowy zestawów odbywał się w obu państwach. Szacuje się, że przez kilkanaście lat (1960 r.-1972 r.?) wyprodukowano  w Tarnowie 1240 zestawów.

PKMZ-2 o numerze broni SW-0715 trafił do zbiorów muzeum wiosną 1987 r. z JW 1951 Krzystkowice.

 

Przeciwlotniczy karabin maszynowy PKMZ-2 w czasie zajęć poligonowych WP w połowie lat 60. XX w. (Wojsko 1943-1968. Wydawnictwo MON, Warszawa 1968)

 

Dane techniczne:

Kaliber 14,5 mm
Nabój 14,5 mm x 114
Prędkość wylotowa pocisku ~1000 m/s
Zwalczanie celów powietrznych na wysokości do 2000 m
Masa w położeniu bojowym  650 kg
Szybkostrzelność praktyczna 300 strz./min
Przygotowanie do walki 15-20 s
Obsługa 5 żołnierzy

Tekst i zdjęcia: Tadeusz Blachura

***